Wstęp

Znaczenie słowa „prywatność” w ciągu ostatnich paru lat stało się tematem numer jeden w przestrzeni publicznej. Mass media tworząc nieograniczone pole wolności słowa w sieci oraz możliwość publikacji wszelkiego rodzaju treści, niekiedy kontrowersyjnych a innym razem drastycznych, zmuszają nas do debaty dotyczącej definicji tego słowa. Czy publiczne posty mogą pochodzić od prywatnych osób, wymagających zakrywania ich danych osobowych jedynie gdy dochodzi do komentowania treści ich postu, a nie jego udostępniania? I czy osoba wykrzykująca swoje poglądy, bądź zamiłowania polityczne na profilach społecznościowych może mieć pretensje o algorytmy dopasowujące reklamy, wydarzenia oraz artykuły do jej poglądów? Może.

Może, ale zda się to na niewiele i o tym powinien pamiętać każdy z nas. Kto z nas przed założeniem konta lub zainstalowaniem appki czyta regulamin? Po co aplikacji zmieniającej kolor kolców jeża z Twojego ogródka dostęp do Twojego mikrofonu? Na to pytanie większość z nas nie zna odpowiedzi, a możemy jedynie się domyślać. Według najnowszych danych najpotężniejszą korporacją świata jest Facebook, co pozwala nam wyciągnąć jasne wnioski – rynek informacji przewyższył wartością rynek ropy.

Czy wszystkie dane są istotne?

Informacja swoją cenę zawdzięcza temu, że pozwala poznać pragnienia ludzi, ich opinie, przekonania i to nie zawsze w bezpośredni sposób. Nie musisz pisać na tablicy, że kochasz burrito i wysportowane brunetki, wystarczy że zalajkujesz meksykańską knajpę i skomentujesz zdjęcie popularnej sportsmenki, a dane o Tobie zostaną już odpowiednio przydzielone.

Wartość informacji

Federalna Komisja Handlu w USA nałożyła na Facebooka karę 5 mld $ za złamanie przepisów dotyczących danych uznawanych za prywatne. Nota bene najwyższa kara kiedykolwiek nałożona na jakąkolwiek spółkę wynosiła…. niecały miesięczny zysk firmy. Dzięki aferze notowania przedsiębiorstwa na nowojorskiej giełdzie wzrosły, a ilość użytkowników nie zmieniła się praktycznie wcale sprawiając, że niebieski gigant pozostał niepodważalnym liderem rynku. Na myśl o całym wydarzeniu nasuwa się wiele pytań. Czy aby na pewno mamy dostęp jako użytkownicy do wszystkich informacji na temat produktów, ludzi czy publicznych danych? I czy samą informacją w połączeniu z technologią da się manipulować ludźmi? Pytanie wydaje się retoryczne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *