Influence czy influencer?

Paweł Tkaczyk (https://paweltkaczyk.com) na jednym ze swoich wystąpień wygłosił tezę, która była dla marketingowców czymś nowym, a jednocześnie tak dobrze im znanym. Teza ta opisuje „coś”, co pojawiło się w ich głowach od czasu pierwszych kampanii lecz nie potrafili temu zjawisku nadać nazwy. O czym mowa? O usunięciu litery„R” ze słowa influencer i przekształceniu tego popularnego wyrażenia w nowe – influence marketing. Co w tym zabiegu, a raczej pozbyciu się jednej literki ze słowa, przełomowego? Pozornie to jedynie mała zmiana stylistyczna, ale jak się okazuje, mająca znacznie większe znaczenie.

Co jest nie tak z influencer marketingiem?

„Jestem influencerem”. Zazwyczaj kiedy słyszymy od kogoś taką deklarację, to zanim zdążymy nawet o tym pomyśleć, w głowie pojawia się nam już obraz całej osoby. Opierając swoje przekonania jedynie na schematach i stereotypach, widzimy zazwyczaj dwie możliwości. Pierwsza, w przypadku chłopaka, to kulturysta wstawiający zdjęcia z siłowni, gdzie poza półnagim pozowaniem przed lustrem udaje mu się jeszcze przemycić na zdjęciu lokowanie produktu, zazwyczaj drogich suplementów. Druga, w przypadku pań, to niechlubna łata pustej dziewczyny, która poza nowymi kolekcjami od projektantów, edycjami nowego vogue oraz wydaniem nowego modelu Iphone’a nie ma kompletnie żadnych zainteresowań. No może ma jeszcze jedno, swojego chłopaka kulturystę – patrz punkt pierwszy.

 Co jest nie tak z influencer marketingiem?

Poza treścią zamieszczaną na profilach „influencerów” pozostają jeszcze inne kwestie takie jak kupieni, fejkowi obserwatorzy, sposób w jaki wspomniani influencerzy reklamują produkty oraz dużej rotacji współprac, gdzie czasem ciężko się połapać co tak naprawdę miała dana osoba zareklamować. Każdy z nas pamięta przynajmniej jedną reklamę, która wyskakiwała przy każdym możliwym odtwarzaniu teledysku czy filmu w sieci. Można przypuszczać, że efekt takiego zabiegu marketingowego przynosił zazwyczaj odwrotne skutki do zamierzonych. Oczywiście na rynku jest sporo agencji oraz osób odpowiedzialnych za marketing w firmach, które potrafią kampanię z influencerami przeprowadzić naprawdę dobrze. Jednak należy to ciągle do rzadkości.

Influence marketing bez influencera

W lutym tego roku na kanale JYSK Polska pojawił się JYSKvlog, w którym Dyrektor Generalny JYSK Polska – Piotr Padalak opowiada o tym gdzie znajdowała się pierwsza siedziba w Polsce oraz jak firma zmieniała się na przestrzeni lat. Filmik odbił się w internecie szerokim echem i zdecydowanie można uznać go za marketingowy sukces. W innych odcinkach zobaczyć możemy również HR Biznes Partner, kierownika Działu Obsługi Klienta oraz osobę zatrudnioną w administracji. Kto w takim razie pełni tu rolę influencera? Na to pytanie odpowiedział współtwórca całego vloga Wojtek Kadryś. Jest nim poprostu pracownik.

 Marketing wpływu, a nie wpływaczy

Marketing wpływu, a nie wpływaczy

Czym w zasadzie różnią się te dwa wyrażenia oprócz braku litery „r” na końcu? W pierwszym przypadku, mowa oczywiście o influence, możemy zrobić skuteczną i zapadającą w pamięć reklamę online nawet bez influencera. Do współpracy możemy zaprosić administratorów grup na Facebooku, społeczność na forach lub stworzyć film na YouTube, w którym postaci będą fikcyjne, a ograniczeniem może być tylko nasza kreatywność. W drugim przypadku angażujemy kogoś, kto jest rozpoznawalny i zazwyczaj jego twarz reklamuje już całkiem sporą ilość produktów, co nie zawsze będzie szło w zgodzie z etyką firmy, pozytywnym odbiorem oraz dużym zasięgiem naszego projektu. Tym właśnie różnią się te dwa pojęcia i bynajmniej nie chodzi tu tylko o jedną literę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *